Więc kochani, sprawa ma się tak, że porzuciłam tego bloga, bo byłam pewna, że nikt nie czyta. A dzisiaj tak z ciekawości zajrzałam na niego. Jejku, nawet nie wiecie jak tymi 2 komentarzami poprawiliscie mi humor ^^ Dziękuję bardzo ♥
I w sumie pomysł na tego bloga mam. Przynajmniej na kilka kolejnych rozdziałów, a potem pewnie wyjdzie w praniu. Tak, jestem optymistką xD
Zacznę od tego, że mam nadzieje, że nadal tu wbijacie i macie nutke nadziei, że coś dodam ;D Szczęśliwi ci, którzy tak właśnie myśleli. Jak tylko będę miała chwilke wolną coś dla was napisze. I to z wielką chęcią ♥ Ale niestety dla was mam warunek ;c musze mieć pewność, że ktoś tu jeszcze zagląda i czeka na rozdział. Wiec jak się domyslacie → komentarz prosze ;)
I do osób, które tak miło skomentowały. Bosz dziękuje wam jeszcze raz. Pierwszy komentarz a był taki długi. Czytajac go miałam banana na twarzy. Naprawdę!
Mam nadzieje, że domysleliscie się, że charaktery bohaterów utworzone są na potrzeby fanfica ;D
Dobrze, wiec KOMENTUJEMY ! ♥
piątek, 28 marca 2014
poniedziałek, 10 lutego 2014
Rozdział 3
Wchodzicie na bloga. Myślę w takim razie, że również czytacie. Moglibyście napisać choć jedno słowo w komentarzu dając znak, że jesteście? Jak na razie żyję świadomością, że piszę to dla powietrza mimo, że wiem, że ktoś tu wchodzi. Proszę tylko o kometarz(e), które Wam zajmują minutkę. Mam nadzieję, że ktoś coś napisze. Miłego czytania, jeżeli ktoś to czyta.
_______________________________________________________________
*Harry's P.O.V.*
Po drodze do domu zawitałem jeszcze w jakimś większym
sklepie, gdzie swoją drogą okazało się, że było kilkoro moich fanów. W ich
chwilowym towarzystwie musiałem mieć wielkiego banana na twarzy. Bo w końcu „Harry
Styles ogromnie kocha swoich fanów”. Nie żebym coś do nich miał. Miło, że
kupują moje nasze płyty, ale żeby tak nachodzić człowieka w dzień wolny
od pracy? Po wyjściu ze sklepu, gdzie głownie kupiłem coś mocniejszego ruszyłem
prosto do domu. Nawet nie miałem siły nigdzie już jechać. Co oni wymyślili? Przyznam, że trochę się bałem tego pomysłu. Tak –
ja Harry Edward Styles obawiałem się swoich przyjaciół, a raczej ich kary,
której specjalnie dla mnie wymyślali. To nie może być coś głupiego. Ale… Z
drugiej strony, jakby to nie miało dać mi jakiegoś np. psychicznego bólu, to
Paul by się na to nie zgodził. Tak, tego
jestem pewny.
Dochodziła 21, a ich jeszcze nie było. Co do cholery? O pierwszej McCartney mówił, że do mnie przyjadą.
To było jakieś 8 godzin temu. Boję się
ich.
Przyznam, że o 22 już zasypiałem, kiedy usłyszałem dzwonek. Kto mnie budzi? Światła w domu były zgaszone, a zza drzwi
usłyszałem wyraźnie zirytowany głos managera, kiedy do nich podszedłem. Klnął na mnie.
- Dlaczego go nie ma do cholery? – można było usłyszeć jego
głos lekko stłumiony jednak przez barierę, którą stanowiły drzwi. – Myślałem, że choć dzisiaj zrozumiał, że ma
być w domu! – krzyczał na cały głos. Przecież
jestem. A… i nie otwieram drzwi. No
tak.
- Jeżeli on nie odbierze tego telefonu oficjalnie go wywalam
z zespołu. I nie obchodzi mnie wasze zdanie! – ten idiota dalej wrzeszczał,
podczas gdy ja usłyszałem dźwięk mojego dzwonka. Postanowiłem udać, że nie
usłyszałem dzwonka bo spałem. Odebrałem więc połączenie udające wyraźnie
zaspany głos. Tak, aktorem byłem dobrym.
- Taaak? – przeciągnąłem wyraz, który rozpoczął moją
konwersację z managerem.
- Gdzie do kurwy jesteś? Znowu brałeś? Masz taki niemrawy
głos – zapytał jednocześnie wrzeszcząc.
- No, a gdzie mam być. Kazałeś być w domu to jestem i spałem
panie „niemrawy głosie” – odpowiedziałem z przekąsem. Nie, nie umiem być miły. Nie dla niego.
- To może łaskawie otworzysz te cholerne drzwi, hmm? –
zapytała nieco spokojniejszym głosem. Na pewno czuł zwycięstwo, że go tym razem posłuchałem.
- Już idę. – odpowiedziałem na odchodne i rozłączyłem się.
W moim domu oprócz managera i chłopaków siedzieli również
nasi styliści. Tak styliści. Może nie do końca siedzieli, bo akurat byli w moim
pokoju pod pretekstem „Sprawdzenia stanu mojej garderoby”. Ja z kolei
cierpliwie czekałem, aż nasz „kochany” manager zacznie tłumaczyć o co mu chodzi
z tym całym aktorstwem. Nie rozpoczął jednak dopóki wszyscy styliści nie
opuścili wcześniej mojej posiadłości. Aż
tak źle? Bo czemu nie mieliby przy tym być?
Kiedy drzwi się zatrzęsły Paul wstał ze swojego ówczesnego
miejsca i podszedł do okna.
- Rozumiem, że nie zmieniłeś swojego zdania? – zapytał spokojnym
tonem. Zdecydowanie za spokojnym.
- Nie, nie zmieniłem. W końcu nie mam zamiaru zostać
wywalonym z zespołu. – uśmiechnąłem się chamsko.
- Racja. Do tego byś nie dopuścił. – przytaknął mi
McCartney. Na co tym razem ja przytaknąłem. Chłopacy siedzieli cicho na
ogromnej kanapie obserwując naszą krótką wymianę zdań. – W końcu bez tego nie miał byś tego wszystkiego.
Prawda? Prawda. – czy ten idiota nie może mnie dopuścić do słowa? Musi opowiadać
za mnie? – Nie miałbyś tego domu, nie miał byś tylu kobiet, które wykorzystujesz.
– ciągnął dalej – Jesteś uzależniony Harry. Uzależniony od sławy i bogactwa.
Spędzanie czasu z celebrytami nie działa na
ciebie pozytywnie. I przyznam, że szczerze się o ciebie martwię. Chłopacy też –
przegiął i to bardzo.
- Nie jestem uzależniony do cholery! – wykrzyczałem na cały
głos, gdy poziom mojej wściekłości sięgnął maksymalnego poziomu. – Od czego
niby? – zadałem pytanie retoryczne; no bynajmniej dla mnie było ono retoryczne,
bo jak widać dla Tomlinsona już nie.
- Od tego wszystkiego – wyszeptał mój przyjaciel; o ile mogę go tak
jeszcze nazywać mając wzrok wbity w podłogę.
- Nie. Jestem. Uzależniony! – oni przeginali.
- Ale Harry, spokojnie – tym razem to Liam podniósł swój
głos. – Niech Paul przedstawi ci tą „ofertę” i wybierz – zostajesz albo
spadasz. – powiedział do końca swoją wypowiedź. Po nim nie spodziewałbym się
takich słów. Spadaj- to słowo dzwoniło mi w głowie.
- Dobrze, a więc Harry. – manager spojrzał na mnie wymownie.
– Wiem, że chcesz zostać w One Direction i mam nadzieję, że dołożysz do tego
wszelkich starań, aby tak było. – ciągnął dalej. – Wiem też, że pomysł ci się nie
spodoba, ale Liam ma racje – zostajesz, albo spadasz. – skończył i rzucił mi na
stolik jakąś teczkę, w którą na początku wlepiłem tylko wzrok. Jakoś, nie
chciałem wiedzieć co jest w środku. W tamtej chwili nie byłem ciekawski.
- Co to ? – zapytałem myśląc, że dostanę odpowiedź.
- Zobacz – McCartney mnie skwitował. Nie chciałem. Otworzyłem.
Przeglądałem kartki po kolei i wcale nie podobało mi się to
co widziałem. Co to do cholery jest? To pytanie chodziło mi po głowie. No bo w
końcu po co mi jakiś plan lekcji.
- Żartujecie sobie? Mam się opiekować jakimś dzieciakiem? –
zapytałem unosząc wzrok na chłopaków. Ci z kolei patrzyli na managera, więc
rzuciłem na niego moje spojrzenie. Paul przecząco kiwał głową.
- Ty nim będziesz. – dopowiedział widząc moją niewiedzę w
oczach. Co?
- Że kim ja mam niby być? – zapytałem wybuchając złością. To
jakiś sen. Po co mam niby chodzić do szkoły.
- Od dzisiaj jesteś uczniem Harry. Uczniem Liceum, w którym…
hmmm… jakby to ująć. – Manager chwilę się zastanawiał, a ja w tym czasie coraz
bardziej się obawiałem.
- Będziesz kujonem Harry – dokończył za niego Zayn. Co?
Co oni do cholery wymyślili?
- Hahahahahahahahahahahha – wybuchłem nie pohamowanym śmiechem.
– Nie będę się pytał o ukrytą kamerę, bo wiem, że jej nie ma; no ale żartować
sobie nie musicie – zacząłem, gdy dowiedziałem się o ich „planach” – Hahahahaha
– po raz kolejny wybuchłem śmiechem, a oni się na mnie gapili z obojętnymi
minami. – Co prawda, to prawda. Budowaliście adrenalinę i się bałem co Wam do
głowy przyszło. Całe szczęście, że był to tylko żart. – dokończyłem myśl, gdy
znowu się uspokoiłem.
- My nie żartujemy Harry. – tym razem to Nialler przypomniał
mi o swoim istnieniu i pociągnął mnie za rękach bluzki wcześniej wstając ze
swojego miejsca. Szedłem za nim, a za mną reszta. Blondyn gnał w stronę mojego
pokoju. Gdy już się tam znalazł, otworzył szafę. Spojrzałem na nią przelotnie i
stanąłem bez ruchu z szeroko otwartymi oczami. Nie podoba mi się to.
Moja cała szafa była wypełniona jakimiś pedalskimi
sweterkami i koszulami. Na dole z kolei znajdował się stos spodni. Spodni na
kant, a w szafie z butami znalazłem jakieś buty jak dla dziadka. Pod wpływem
impulsu zacząłem wywalać wszystko z szafy. Manager wraz z chłopakami stali obok
mnie uważnie oglądając zaistniałą sytuację. Gdy opróżniłem garderobę odwróciłem
się w ich stronę, jednak mój wzrok padł na nie pościelone łóżko, a przyjaciele
nadal oglądali moje czyny, jakby byli w kinie na jakimś seansie. Co to do cholery jest?
piątek, 31 stycznia 2014
Rozdział 2
*Harry P.O.V*
- Powiedz, że to nieprawda. – usłyszałem, a osoba po drugiej stronie słuchawki zaczęła głęboko oddychać. Dobrze znałem ten głos. Mój przyjaciel. Po głosie słychać było jednocześnie złość i niepewność, odrazę i ciekawość.
- Was nie okłamię. Przykro mi – bez zbędnych cyrków przyznałem się. Nie było co ich oszukiwać, może faktycznie mi pomogą? Co ja gadam. Właśnie teraz pewnie wymyślają tę karę. No, ale nie oszukujmy się; za mądrzy to oni nie są, najwyżej co wymyślą to może coś w stylu „Przebiegnij 5 km”, albo „Przeproś managera”.
– Czyli to prawda – miałem wrażenie, że mówi sam do siebie – Nie rozumiem po co ci to Harry. Myślę w tej chwili o twojej przemianie, bo to jest jej częścią. Tęsknimy za tobą stary – dokończył i jak gdyby nic się rozłączył. Nawet nie dał mi dość do słowa.
Od jakiś 5 minut stałem na środku mojej sypialni i bezsensownie trzymałem przy uchu telefon. Nie wiem czemu. Wtedy nie myślałem o niczym. Myślałem tylko o słowach Louisa „bo to jest jej częścią. Tęsknimy za tobą stary”. Jeszcze zaakcentował ten wyraz. Ja się do cholery nie zmieniłem. Nie jestem już po prostu tym słodkim i uroczym Harrym z X-Factora.
Po tym wszystkim zasnąłem dopiero koło trzeciej w nocy, ale przyznam, że problemów z tym nie miałem. Położyłem się do łóżka i… nic nie pamiętam, bo najzwyczajniej w świecie zasnąłem.
Obróciłem się na drugą stronę i poczułem promienie słoneczne na twarzy. Już dzień. Sięgnąłem po telefon, aby zobaczyć ile jeszcze mam czasu do spotkania z McCartney’em. 10.30. No to mam jeszcze… Spóźniony. Znowu. Zerknąłem ponownie na komórkę i zauważyłem 9 nieodebranych połączeń od Paula – a od kogo by innego? Nie spiesząc się za bardzo wstałem i ruszyłem do łazienki. Tam wziąłem prysznic i ubrałem się w rzeczy, które wcześniej wziąłem szafy. Zszedłem na dół z zamiarem zjedzenia śniadania, ale odechciało mi się. Może jednak lepiej nie narażać się temu facetowi choć dziś i spróbować się pospieszyć. Wziąłem kluczyki od mojego samochodu i poszedłem do garażu, aby wyruszyć w podróż do „Za chwilę zginiesz Styles”. Na panelu w aucie widniała godzina 11.03. Ta, ponad godzinne spóźnienie nie poprawi raczej mu humoru. W między czasie, gdy jechałem do biura telefon dzwonił chyba z 10 razy. Ten człowiek nie lubi, gdy się go ignoruje; mówiłem już? O 11.40 zaparkowałem samochodem na parkingu niedaleko interesującego mnie budynku i tym razem pospiesznie już ruszyłem ku drzwi wieżowca. Na parterze pięknym uśmiechem powitała mnie recepcjonistka i powiedziała, że manager już czeka w swoim gabinecie.
Z niesmaczonym wyrazem twarzy zapukałem do drzwi, po czym usłyszałem ciche „Proszę” padające zapewne z ust McCartneya. Otworzyłem drzwi i wszedłem do pokoju. Ten obrócił się na krześle i wlepił we mnie swój wzrok. Obojętny wzrok. Nowość.
- Powiedz mi Harry, czy ty jesteś dobrym aktorem? – zapytał mnie bezuczuciowo po chwili ciszy. Nie powiedział nic o moim prawie 2-godzinnym spóźnieniu. Co się z nim stało?- Was nie okłamię. Przykro mi – bez zbędnych cyrków przyznałem się. Nie było co ich oszukiwać, może faktycznie mi pomogą? Co ja gadam. Właśnie teraz pewnie wymyślają tę karę. No, ale nie oszukujmy się; za mądrzy to oni nie są, najwyżej co wymyślą to może coś w stylu „Przebiegnij 5 km”, albo „Przeproś managera”.
– Czyli to prawda – miałem wrażenie, że mówi sam do siebie – Nie rozumiem po co ci to Harry. Myślę w tej chwili o twojej przemianie, bo to jest jej częścią. Tęsknimy za tobą stary – dokończył i jak gdyby nic się rozłączył. Nawet nie dał mi dość do słowa.
Od jakiś 5 minut stałem na środku mojej sypialni i bezsensownie trzymałem przy uchu telefon. Nie wiem czemu. Wtedy nie myślałem o niczym. Myślałem tylko o słowach Louisa „bo to jest jej częścią. Tęsknimy za tobą stary”. Jeszcze zaakcentował ten wyraz. Ja się do cholery nie zmieniłem. Nie jestem już po prostu tym słodkim i uroczym Harrym z X-Factora.
Po tym wszystkim zasnąłem dopiero koło trzeciej w nocy, ale przyznam, że problemów z tym nie miałem. Położyłem się do łóżka i… nic nie pamiętam, bo najzwyczajniej w świecie zasnąłem.
Obróciłem się na drugą stronę i poczułem promienie słoneczne na twarzy. Już dzień. Sięgnąłem po telefon, aby zobaczyć ile jeszcze mam czasu do spotkania z McCartney’em. 10.30. No to mam jeszcze… Spóźniony. Znowu. Zerknąłem ponownie na komórkę i zauważyłem 9 nieodebranych połączeń od Paula – a od kogo by innego? Nie spiesząc się za bardzo wstałem i ruszyłem do łazienki. Tam wziąłem prysznic i ubrałem się w rzeczy, które wcześniej wziąłem szafy. Zszedłem na dół z zamiarem zjedzenia śniadania, ale odechciało mi się. Może jednak lepiej nie narażać się temu facetowi choć dziś i spróbować się pospieszyć. Wziąłem kluczyki od mojego samochodu i poszedłem do garażu, aby wyruszyć w podróż do „Za chwilę zginiesz Styles”. Na panelu w aucie widniała godzina 11.03. Ta, ponad godzinne spóźnienie nie poprawi raczej mu humoru. W między czasie, gdy jechałem do biura telefon dzwonił chyba z 10 razy. Ten człowiek nie lubi, gdy się go ignoruje; mówiłem już? O 11.40 zaparkowałem samochodem na parkingu niedaleko interesującego mnie budynku i tym razem pospiesznie już ruszyłem ku drzwi wieżowca. Na parterze pięknym uśmiechem powitała mnie recepcjonistka i powiedziała, że manager już czeka w swoim gabinecie.
Z niesmaczonym wyrazem twarzy zapukałem do drzwi, po czym usłyszałem ciche „Proszę” padające zapewne z ust McCartneya. Otworzyłem drzwi i wszedłem do pokoju. Ten obrócił się na krześle i wlepił we mnie swój wzrok. Obojętny wzrok. Nowość.
- Ależ oczywiście Paul, przed mediami cały czas gram jakbyś nie zauważył – odpowiedziałem szybko chcąc już zakończyć tą całą szopkę i dowiedzieć się o co mu chodzi, bowiem wiem, że czegoś chce. Jest zbyt miły. Albo inaczej. Nie jest niemiły.
– A powiedz mi jeszcze, wołałbyś zostać wyrzucony z zespołu – przerwał i spojrzał na mnie zapewne czekając na moją reakcję. Ale ja siedziałem cicho. Nie chciałem. Nie chciałem zostać wyrzucony z zespołu. Pierwszy raz nie chciałem się postawić szefowi z obawy przed utratą mojego stanowiska. Jednak ta cicha przerwa podczas, której on nie dokończył swojego zdania skłoniła mnie do pomocy mu w tym.
– Czy ? – zapytałem podnosząc swoją głowę i spoglądając na niego. Ten z kolei rzucił na mnie wzrokiem i zaczął czegoś szukać w swoich papierach. Nie cierpię być ignorowany.
– Czy… - znowu przerwał, a ja czułem wzrastający strach we mnie. – czy przez pewien okres czasu tak jakby być aktorem? – wreszcie dokończył to zdanie. Serio? On chce dać mi wybór między tymi rzeczoma? To chyba oczywiste co wybiorę. Już otworzyłem usta, aby zacząć mówić, ale wróciły do swojej poprzedniej pozycji. Nie, on nie jest aż taki głupi. To ma jakiś haczyk. Na pewno. A ta kara? Od tak by o niej zapomniał? Jeszcze wczoraj Louis do mnie dzwonił. A w dodatku dzisiaj się spóźniłem.
Prowadziłem wewnętrzny monolog patrząc cały czas na McCartneya, który teraz pisał coś na swoim laptopie nie wyrażając żadnych emocji. Ale z drugiej strony nie mogę powiedzieć, że ma sobie w dupę wsadzić tę gierkę, bo na pewno wylecę z zespołu.
– A to z tym aktorstwem, jak to określiłeś… - zacząłem rozmowę, jednak on mi przerwał.
– Już wiesz, które cię interesuje? – zapytał jakbym nic przedtem do niego nie mówił.
– A to z tym aktorstwem, o którym mówiłeś… - po raz kolejny chciałem znać odpowiedź na moje pytanie, jednak ten znowu zaczął swoje.
- To jak? Mam wybrać za ciebie? Wiesz, które ja wybiorę i nie wiem czy ci się to spodoba. – powiedział na jednym wydechu.
– To drugie – powiedziałem głosem bez uczucia. Już miałeś wszystko gdzieś. To nie będzie zwykłe aktorstwo. Czuje to i wiem, że się wkopałem.
– Grzeczny chłopiec – uśmiechnął się do mnie triumfalnie i ruszył do drzwi – a teraz możesz już iść. Zadzwonię do ciebie później – dokończył i już nacisnął klamkę, jednak mój głos ruszył.
– A kiedy dowiem się o co z tym cholerstwem chodzi? – zapytałem patrząc cały czas na wykładzinę w jego gabinecie, która nawiasem mówiąc miała brzydki zgniło-zielony kolor. Gustu to ten facet nie ma.
- Dzisiaj wieczorem przyjadą do ciebie chłopacy razem ze mną i wtedy dowiesz się wszystkiego – powiedział spokojnym głosem i otworzył drzwi po czym dodał – I dzisiaj masz tam być, a ponieważ nie wiem, o której dokładnie cię odwiedzimy masz być w domu cały czas; rozumiemy się? – zapytał spoglądając na mnie przez ramię.
– Dobrze mamusiu – odpowiedziałam cienkim głosikiem.
– A… - czy ten koleś wyjdzie stąd wreszcie? – I radzę ci się oduczyć używania wulgaryzmów. Żegnam – ostatecznie dokończył swoją wypowiedź i wyszedł nie zamykając jednak za sobą drzwi. Po kilku minutach również wstałem i ruszyłem do wyjścia z biurowca, po drodze znowu mijając recepcjonistkę, która za każdy razem, gdy tu jestem uśmiecha się do mnie jak nienormalna. Po kilku sekundach opuściłem budynek i poszedłem do samochodu. Gdy wyruszyłem w drogę do domu na panelu była godzina 13.30. Aż tyle u niego siedziałem?
__________________________________________
No i jest drugi, ale nie ma czytelników. Widzę, że są jakieś osoby, które odwiedzają tego bloga i proszę Was, jeżeli czytacie, macie zamiar czytać, albo cokolwiek; skomentujcie. Dla mnie będzie to znaczyło dużo, ale dla Was kilka sekund. Nie wiem ile z Was ma konta na bloggerze, dlatego dzisiaj ustawiłam, ze anonimy również mogą komentować, co mam nadzieję, będzie Wam pasowało. Jeszcze raz proszę o skomentowanie, jeżeli to przeczytałaś/eś. ; )
czwartek, 30 stycznia 2014
Rozdział 1
*Harry P.O.V.*
- Jeszcze jeden! – po raz kolejny zawołałem do barmana, a ten po chwili przyniósł moje kolejne już zamówienie. Ostatnimi czasy zdecydowanie za dużo piję. Ale co zrobić, kiedy nie daję rady i muszę jakoś odreagować? Manager się czepia, chłopacy się czepiają, nawet moja rodzina się czepia i wszyscy o to samo. O to, że podobno się zmieniłem. Jasne. A może to oni się zmienili? Przez to wszystko jest coraz więcej kłótni, a po nich najczęściej kończę tak jak dzisiaj – w klubie, a wokół mnie pełno dziewczyn. Dosłownie.
- Jeszcze jeden! – po raz kolejny zawołałem do barmana, a ten po chwili przyniósł moje kolejne już zamówienie. Ostatnimi czasy zdecydowanie za dużo piję. Ale co zrobić, kiedy nie daję rady i muszę jakoś odreagować? Manager się czepia, chłopacy się czepiają, nawet moja rodzina się czepia i wszyscy o to samo. O to, że podobno się zmieniłem. Jasne. A może to oni się zmienili? Przez to wszystko jest coraz więcej kłótni, a po nich najczęściej kończę tak jak dzisiaj – w klubie, a wokół mnie pełno dziewczyn. Dosłownie.
Siedziałem na krzesełku przy barze i piłem whisky, które
przed chwilą otrzymałem od barmana. Co chwilę zagadywałem kobiety stojące wokół
mnie. Widać, że zależało im na mojej uwadze. Na nią z kolei mogły liczyć te,
które same ją zwracały. Kilku z nich postawiłem drinki. Patrzyły na mnie
wzrokiem mordercy. Wyglądały jakby chciały rozebrać mnie wzrokiem, ale jakoś
szczególnie mi to nie przeszkadzało. Przecież o to mi chodziło. Panienki na
jedną noc. Tylko o to. Nic nie zobowiązujący seks, a potem „żegnaj”. Minusem
była złość managera, że musi wszystko tuszować; tą cała moją „działalność”.
Przed mediami nadal muszę być miłym i uśmiechniętym Harrym.
Ogarniałem wzrokiem dziewczyny skupione w około mnie. Analizowałem
każdą po kolei, aby obrać mój dzisiejszy cel. Blondynka, brunetka, tapeciara,
botoks, spaślak, urocza, brzydka… czekaj wróć… Tamta jest ładna. Wpiłem
w nią mój wzrok i czekałem, aż zwróci na mnie swoją uwagę. Sączyła powoli
swojego drinka, samotnie siedząc niedaleko mnie na fotelach. Kobiety w tłumie
obok mnie zaczęły być podirytowane tym, że nie zwracam na nich swojej uwagi,
no, ale coż…
Po jakiś 2 minutach odwróciła się w moją stronę, a ja
uśmiechnąłem się moim powalającym uśmiechem – tak wiem, skromny jestem. Odwzajemniła go przelotnie i patrzyła na mnie
nie przerywając swojej czynności, która polegała na wypiciu do końca alkoholu.
Odstawiła na stolik obok szklankę, bowiem miała ją już pustą i zerknęła szybko
na telefon. Odruchowo zobaczyłem na zegarek - 22.04, a kiedy podniosłem głowę
do góry blondynki już nie było. Misja nie
zaliczona Styles.
Po 23 również zwinąłem się z klubu, ponieważ akurat dzisiaj
nie miałem ochoty na zabawę. Wsiadłem do swojego samochodu i oparłem głowę o
kierownicę. Jeżdżenie po pijaku jest nierozsądne
Styles. Po chwili zwątpienia jednak procenty, które wcześniej dostarczyłem
organizmowi zrobiły swoje i byłem pewny, że nie spowoduje wypadku. Z samego
centrum Londynu musiałem dojechać na przedmieścia tej ogromnej metropolii.
Jechałem już pół godziny; tak korki w tym mieście są nawet w nocy. Zacząłem
wyjeżdżać już z miasta, gdyż po mojej prawej stronie zaczął pojawiać się już
las. Chwilę później w coś uderzyłem, a ja sam uderzyłem w drzewo. Cholera Styles, mówiłem, że to nie rozsądne.
Na szczęście poduszka powietrzna zadziałała i teraz moja twarz dusiła się w tym
białym czymś. Kiedy poduszka zaczęła opadać, a ja szybko ewakuowałem się z pojazdu.
Tak, w chwilach kiedy chodzi o mnie jestem sobą zainteresowany. Egoista. Gdy wyszedłem z auta okazało
się, że potrąciłem dzika. Pewnie z lasu debil wybiegł. Kurde, muszę coś zrobić,
żeby media się nie dowiedziały; ewentualnie obrócę to w moje poszkodowanie.
Wyjąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.
- Paul, mamy problem – mruknąłem do „Pana Wiecznie Niezadowolonego z Jegomości Harry’ego Stylesa”
- Paul, mamy problem – mruknąłem do „Pana Wiecznie Niezadowolonego z Jegomości Harry’ego Stylesa”
- Co znowu rozwaliłeś Styles? – jak zwykle zaczął się na
mnie wydzierać. Idiota.
- No ja nic, to ten cholerny dzik wyskoczył mi na drogę. –
równie gniewnie odpowiedziałem managerowi, a ten tylko westchnął.
- Zaraz kogoś tam wyślę, a TY – specjalnie zaakcentował to
słowo – zaczekasz tam, dopóki ktoś się nie zjawi. I z góry uprzedzam
Jegomościa, że nie interesuje mnie, że chcesz już spać, albo masz ochotę
kolejny alkohol wypić w domu; bo wiem, że byłeś dzisiaj w klubie. Paparazzi już
mają zdjęcia. Powiedziałem im, że założyłeś się z chłopakami, o ilość wypitego
alkoholu w klubie. Mam nadzieję, że uwierzyli. A teraz dobranoc – i się
rozłączył. Nawet nie dał mi wyrazić własnego zdania. Chyba śni, że ja tutaj
zostanę. Mój dom jest obok i mam zamiar stąd spadać . Ktoś to posprząta i
będzie po sprawie.
Po kilku minutach byłem już w moim salonie, gdzie rozłożyłem
się na kanapie. Miałem ochotę na coś mocniejszego i wcale nie chodziło mi o
alkohol. Chciałem odpłynąć. Tak, tego mi teraz trzeba. Gdzieś w kuchni
znalazłem woreczek od ostatniego razu. Wysypałem część jego zawartości na blat
stolika w salonie po czym uformowałem to w podłużny kształt. Już byłem gotowy
wciągnąć część, ale zadzwonił dzwonek do drzwi. Cholerny dzwonek. Kto o tej godzinie może chcieć mnie odwiedzić?
Poszedłem otworzyć drzwi. Niestety za nimi nie ujrzałem
jakiegoś specjalnie ciekawego widoku. Był to po prostu wściekły McCartney,
który jak poparzony wleciał do salonu.
- Powiedziałem, że masz tam zaczekać – zaczął się wydzierać.
- Al… - już zacząłem moją wypowiedź, niestety koleś znowu mi
przeszkodził.
- Nie obchodzi mnie Twoje „ale”. Miałeś się dostosować do
mojego polecenia. Chociaż ten raz – ciągnął dalej swój monolog nadal złośliwie.
Poszedł w głąb salonu i zaczął nerwowo po nim spacerować – jeśli można to tak
nazwać oczywiście. W pewnej chwili zatrzymał się przy stoliku. Fuck.
– Ty bierzesz? – zaczął o dziwo spokojnie, pewnie nie na długo.
– Ty bierzesz? – zaczął o dziwo spokojnie, pewnie nie na długo.
- Ja? Skądże, to tylko… - i nie byłem w stanie dokończyć mojej wypowiedzi. Nie dlatego, że mi przerwał.
Dlatego, że nie mogłem nic wymyślić. Spuściłem tylko głowę.
- Ty bierzesz? – ponowił swoje pytanie
- T-tak – odpowiedziałem ze spuszczoną głową.
- Dlaczego? – on jeszcze nie zaczął krzyczeć. Jakiś cud.
- Nie twój zasrany interes. – jak zwykle musiałem spieprzyć
dosyć miłą atmosferę, która bardzo rzadko między nami występowała.
- Styles, próbuje być dla ciebie miły. Też mógłbyś czasami
spróbować. To nie boli. Jutro o 10.00 widzę cię w moim biurze i nie słyszę
żadnego sprzeciwu. Dostaniesz karę odpowiadającą Twoim wyczynom z ponad pół
roku. – swoją jakże interesującą wypowiedź dokończył w spokoju.
- Ta jasne – odpowiedziałem z sarkazmem – Chłopacy się za mną
wstawią, więc raczej wątpię, że coś ci z tego wyjdzie – co prawda nie byłem tego pewien, ale miałem
nadzieję. W końcu są moimi przyjaciółmi prawda?
- Wierz w co chcesz młody, ale to był ich pomysł.
Stwierdzili, że trzeba cię postawić do pionu, a jutro przedstawią mi swój
pomysł. – powiedział i skierował się do wyjścia – Aha – zatrzymał się dotykając
już klamki – lepiej się nie spóźnij, bo pożałujesz. – i wyszedł.
„Wierz w co chcesz młody, ale to był ich pomysł” – i ja miałem mu w to niby uwierzyć? Oni w życiu by czegoś takiego nie wymyślili. Chyba.
Była już druga w nocy, czas iść spać. W końcu jutro na 10.00
muszę iść do tego zasranego biura. Kiedy kierowałem się w stronę moje sypialni
usłyszałem dźwięk mojego dzwonka. Co tym
razem?
_________________________________________________
Wiem, że zapewne nikt tego na razie nie czyta, ale może ten rozdział Was zachęci. Bo wyświetlenia jakieś są. Więc, kto wie... W każdym bądź razie mam nadzieję, że się spodobało. Jeżeli więc jednak trafiliście na to bardzo proszę o skomentowanie ; )
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Prolog
Jeden zespół.
Jeden kierunek.
Pięciu przyjaciół.
Tysiące podróży.
Tysiące koncertów.
Miliony fanów.
Wspólne chwile – zarówno te dobre, jak i te złe.
Wspaniałe przygody.
A w tym wszystkim on – Harry Styles. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych
ludzi na świecie.
Ale co się stanie, gdy to co niegdyś kochał najbardziej na świecie,
przestanie mieć dla niego znaczenie?
Zejdzie na drugi, czy trzeci plan?
Sława.
Bogactwo.
Pieniądze.
Co się stanie, gdy woda sodowa uderzy piosenkarzowi do głowy?
Co się stanie, gdy będzie chciał mieć każdą dziewczynę, której zapragnie na
wyłączność nie patrząc na konsekwencje?
Czy manager zdoła ukryć wybryki chłopaka przed światem?
Czy czterech przyjaciół starczy, by go z tego wyciągnąć?
Czy może jednak będzie trzeba posunąć się do szantażu młodej gwiazdy?
Co się stanie, gdy pozna pewną osobę?
Co się stanie, gdy…?
_____________________________________________________________
Heeejka
xx Tak więc moje wczorajsze 2 minutowe myślenie przed snem dało owoc początku
fanfiction - dzisiaj prolog. Mam pomysły na najbliższe rozdziały, które mam
nadzieję, że Wam się spodobają ; ) Skomentujcie proszę, jeżeli chcielibyście to czytać, a jeżeli nie to ja po prostu zrezygnuję z tego : /
Bohaterowie
"Życie jest za krótkie, by tylko marzyć - zawsze trzeba walczyć o swoje"
Vanessa White "Van" - 17 letnia uczennica mieszkająca na obrzeżach Londynu wraz z rodzicami i młodszą sześcioletnią siostrą - Olivią. Jest niską - bo ma 160 cm - blondynką z długimi włosami. Ma jasne oczy, a jej znakiem szczególnym jest aparat na zęby, który nosi od roku. Ma mały tatuaż znaku nieskończoności na serdecznym palcu lewej ręki. Zrobiła go z myślą o swoim motto. Stopnie w szkole ma dobre, choć w domu nie uczy się za bardzo. Mimo, że - można tak powiedzieć - jest dobrą uczennicą lubi imprezować i nie boi się wyzwań. Można by rzec, że jest buntowniczką, jednak jej "drugie ja" nie często gości w prawdziwym świecie. Jej hobby jest muzyka i wszystko co z nią związane - taniec, śpiew, gra na instrumentach. Czasami również coś porysuje. Lubi podróże. Nigdy nie była zakochana, choć wśród chłopaków ma ogromne powodzenie i czasem z nudów lubi zabawić się ich uczuciami. Jej przyjaciółką jest Rosemary Chalmes, z którą są jednymi z popularniejszych w szkole.
"Imprezy i kobiety to moje nowe hobby."
Harry Styles - 19 letni piosenkarz znajdujący się w światowej sławy boysbandzie - One Direction. Niegdyś był pomocny, kochający, przyjacielski i kochał swoje hobby. Ale, jak to mówią; sława zmienia. Od jakiegoś czasu stał się bezuczuciowym dupkiem, dla którego jest ważna tylko i wyłącznie jego sława i pieniądze. Uważa, że pieniądze załatwią w życiu wszystko. Czasami dostosowuje się rozkazów managera, aczkolwiek jest to rzadkość i wykonuje je tylko dlatego, żeby nie wyrzucono go z grupy. Wie również, że jeżeli nie popełni "ogromnej zbrodni" nie wyrzucą go z zespołu, bo to na nim zbijają największą kasę. Codziennie inny klub, codziennie inna impreza i codziennie inna kobieta. Życie, którym wkurza innych członków zespołu i ich managera, który robi wszystko, aby jego wyskoki nie wyszły na światło dziennie w obawie przed stratą fanów. Zdarza się, że zagra w jakąś grę, w której straci nie mało funtów.Jednak on uważa, że to jego życie i może robić co chce. Dodatkowo, aby to udowodnić robi sobie coraz więcej tatuaży, które już przestały podobać się fanom. Egoista.
"Nie ryzykujesz - nie zyskujesz. Wszystkiego trzeba spróbować"
Rosemary Chalmes "Rosie" - 17 letnia uczennica mieszkająca w centrum miasta razem z rodzicami i starszym osiemnastoletnim bratem - Alex'em. Jest dosyć wysoką dziewczyną - 170 cm. Od dwóch lat regularnie farbuje się na różowo. Uważa, że ten kolor idealnie oddaje jej zwariowany styl życia. Chce wszystkiego spróbować, póki jest młoda, bo uważa, że później wszystko straci kolory. Na nadgarstku prawej ręki ma wytatuowane odlatujące ptaki, symbolizujące, że wszystko kiedyś odejdzie. Interesuje się również tańcem przez co większość czasu wolnego spędza razem z Vanessą. W nauce jest przeciwieństwem przyjaciółki. Jej rodzice często są wzywani do szkoły z powodu jej zachowania. Kocha imprezować i wyzwania - w tym są z Vanessą jak bliźniaczki. Jej chłopaków nie można by policzyć nawet na obu rękach, aczkolwiek wszystkie "miłostki" były tylko zauroczeniem. Ona i Van poznały się w wieku 6 lat na placu zabaw i od tamtej pory się ze sobą przyjaźnią.
"To fani są najważniejszą częścią zespołu"
Reszta One Direction - zabawni i pomocni. Chcą pomóc Harry'emu, ale jeszcze nie wiedzą jak. Codziennie snują plany, jak go tego wyciągnąć. Tęsknią za starym Harry'm i mają po dziurki w nosie "nowego".
Kochają fanów i zawsze starają się z nimi pogadać, choć przez chwilę. Obawiają się, że nie zdołają odzyskać Harry'ego nim świat się dowie o jego wybrykach; bo w końcu kiedyś to ujrzy światło dzienne, prawda?
"Nie ryzykujesz - nie zyskujesz. Wszystkiego trzeba spróbować"
Rosemary Chalmes "Rosie" - 17 letnia uczennica mieszkająca w centrum miasta razem z rodzicami i starszym osiemnastoletnim bratem - Alex'em. Jest dosyć wysoką dziewczyną - 170 cm. Od dwóch lat regularnie farbuje się na różowo. Uważa, że ten kolor idealnie oddaje jej zwariowany styl życia. Chce wszystkiego spróbować, póki jest młoda, bo uważa, że później wszystko straci kolory. Na nadgarstku prawej ręki ma wytatuowane odlatujące ptaki, symbolizujące, że wszystko kiedyś odejdzie. Interesuje się również tańcem przez co większość czasu wolnego spędza razem z Vanessą. W nauce jest przeciwieństwem przyjaciółki. Jej rodzice często są wzywani do szkoły z powodu jej zachowania. Kocha imprezować i wyzwania - w tym są z Vanessą jak bliźniaczki. Jej chłopaków nie można by policzyć nawet na obu rękach, aczkolwiek wszystkie "miłostki" były tylko zauroczeniem. Ona i Van poznały się w wieku 6 lat na placu zabaw i od tamtej pory się ze sobą przyjaźnią.
"To fani są najważniejszą częścią zespołu"
Reszta One Direction - zabawni i pomocni. Chcą pomóc Harry'emu, ale jeszcze nie wiedzą jak. Codziennie snują plany, jak go tego wyciągnąć. Tęsknią za starym Harry'm i mają po dziurki w nosie "nowego".
Kochają fanów i zawsze starają się z nimi pogadać, choć przez chwilę. Obawiają się, że nie zdołają odzyskać Harry'ego nim świat się dowie o jego wybrykach; bo w końcu kiedyś to ujrzy światło dzienne, prawda?
Bohaterowie drugoplanowi:
- Paul McCartney - manager zespołu
- Sophia White - matka Vanessy
- Robert White - ojciec Vanessy
- Olivia White - siostra Vanessy
- Katherine Chalmes - matka Rosemary
- Tom Chalmes - ojciec Rosemary
- Alex Chalmes - brat Rosemary
- Alice Grephion - popularna dziewczyna w szkole Vanessy. Jest jej wrogiem. Fanka One Direction.
- Francessca Pierre - przyjaciółka Alice, również popularna. Jest francuzką, ale urodziła się w Wielkiej Brytanii. Lubi One Direction.
_________________________________________________________
No więc to mniej więcej obsada opowiadania. Mam nadzieję, że wszyscy Wam pasują do nich. Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na Harry'ego - nie uważam, że to jego zachowanie; jest wymyślony na potrzeby fanfiction. Uważałam, że najbardziej będzie pasował do tego fanfiction ; ) Mam nadzieję, że wszystkim się spodoba. :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)



